środa, 30 maja 2012

Josif Brodski - Strategia obrony

Fragment o odwecie nie kończy się na wersie:
Lecz jeżeli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi...
lecz ma ciąg dalszy, niepoprzedzony przecinkiem ani kropką:
Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę odstąp i płaszcz. 
Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące.
Przytoczony w całości, fragment ten ma w istocie bardzo niewiele wspólnego z biernym oporem, z zasadą nieodpłacania tą samą monetą i odpowiadaniem dobrem na zło. Wersy te bynajmniej nie głoszą bierności, sugerują bowiem, że dzięki przesadzie można zło doprowadzić do absurdu; sugerują doprowadzenie  zła do absurdu poprzez obnażenie karłowatości jego rozkazów, przesadą w ich skrupulatnym wykonaniu, i tym samym pomniejszeniu wyrządzonej krzywdy. Przybierając taką postawę, ofiara zajmuje pozycję aktywną, pozycję mentalnego agresora. Możliwe w tym starciu zwycięstwo nie jest zwycięstwem natury moralnej, lecz egzystencjalnej. Nadstawienie drugiego policzka nie uruchamia poczucia winy wroga (którą z łatwością może w sobie zdławić) lecz przedstawia jego zmysłom i umysłowi bezsensowność jego poczynań.

Wojciech Wołyński, Stanisław Barańczak, Adam Zagajewski, Josif Brodski, Barbara Toruńczyk; siedzi: syn St. Barańczaka

Henryk Górecki - Symfonia III Pieśni Żałosnych

wtorek, 29 maja 2012

Oriana Fallaci na temat historii

Kto da nam pewność, że w szkole nie nauczono nas kłamstw? Kto dostarczy nam bezspornych dowodów na dobre intencje Kserksesa, Juliusza Cezara, Spartakusa? Wiemy wszystko na temat stoczonych przez nich bitem, nic zaś na temat ich ludzkiego wymiaru, ich słabości i kłamstw, ich intelektualnych i moralnych braków. Nie mamy żadnego dokumentu, z którego by wynikało, że Wercyngetoryks był draniem. Nie wiemy nawet, czy Jezus Chrystus był wysoki, czy niski, czy był blondynem, czy brunetem, czy był człowiekiem wykształconym, czy prostaczkiem, czy poszedł do łóżka z Marią Magdaleną czy też nie, czy naprawdę mówił to wszystko, co twierdzą św. Łukasz, Mateusz, Marek i Jan. Ach, gdyby tak ktoś przeprowadził z nim wywiad, nagrywając go na magnetofon, żeby zatrzymać jego głos, myśli, słowa! Ach, gdyby tak ktoś stenografował to, co Joanna d'Arc oświadczyła na procesie i przed wkroczeniem na stos! Ach, gdyby ktoś przepytał w obecności kamery Cromwella i Napoleona! Ja nie ufam kronikom przekazywanym z ust do ust, sprawozdaniom sporządzonym poniewczasie i bez możliwości przedstawienia dowodu. Wczorajsza historia jest powieścią pełną faktów, których nie mogę sprawdzić, sądów, którym nie mogę zaprzeczyć.

Wojciech Fangor - Postaci

"Postaci", 1950, olej na płótnie, 100 x 125 cm

Obraz Fangora należy do najbardziej kanonicznych dzieł polskiego socrealizmu. Operuje prostą retoryką przeciwieństw: kiedyś i teraz, po tej i po tamtej stronie.

poniedziałek, 28 maja 2012

Hiromi Uehara czyli czysty jazz

Giovanni Falcone - symbol walki z sycylijską mafią

Od 1980 brał udział w dochodzeniach i przygotowaniu procesów czołowych mafiosów i wespół z sędzią Rocco Chinnicim dotarł w śledztwie aż do szczebla CUPOLI – (komisja mafii sycylijskiej utworzona w 1957 roku na wzór Komisji Syndykatu). Odkrył kulisy walki klanów w Palermo rozpoczętej w 1981 roku, która przeszła do historii jako Wielka Wojna Klanów oraz zdobył dowody istnienia w mafii tzw. trzeciego poziomu, czyli powiązań z wybitnymi uczestnikami życia politycznego i gospodarczego, którzy czerpią zyski ze współpracy ze zorganizowaną przestępczością i udzielają jej pomocy.
Po zamordowaniu sędziego Rocco Chinniciego przez mafię (29 lipca 1983), Falcone stanął na czele sztabu antymafijnego, składającego się z siedmiu sędziów śledczych. Sztab ten doprowadził do tzw. Maksiprocesu – największego w historii państwa włoskiego procesu wymierzonego w zorganizowaną przestępczość; akt oskarżenia przygotowało pięciu z nich. To właśnie po rozmowie z Falcone (w roku 1984, w rok po ekstradycji z Brazylii), jeden ze skruszonych mafiosów (pentiti), Tommaso Buscetta, poprzysiągł zniszczyć mafię swoimi zeznaniami. Buscetta miał powiedzieć do sędziego: Niech pan uważa! Najpierw spróbują zgładzić mnie, a potem rzucą się na pana, aż wreszcie im się to uda.
W marcu 1991 Giovanni Falcone został dyrektorem Wydziału Spraw Karnych Ministerstwa Sprawiedliwości w Rzymie. Jako jeden z niewielu śledczych uderzył w najczulszy punkt mafii sycylijskiej – konta bankowe. Potrafił odróżnić brudne od czystych pieniędzy.
Prowadzone z jego udziałem razem z amerykańskimi agentami operacje: "Pizza Connection" (proces trwał od 24 października 1985 do 2 marca 1987), "Żelazna wieża" (1988) oraz "Pilgrin" doprowadziły do zatrzymania, a następnie skazania znaczących członków Cosa Nostra.
Już w 1983 w trakcie śledztwa wyszło na jaw, że klan Corleone przyjął plan zamordowania Giovanniego Falcone. 21 marca 1989 doszło do pierwszego, nieudanego zamachu; groził mu wybuch 50-kilogramowej bomby podłożonej w jego nadmorskiej willi, którą jednak zauważyła jego ochrona. Bomba była umieszczona w torbie firmowej Adidasa.
Mafia dopięła swego trzy lata później. Mimo podjętych szczególnych środków ostrożności (lot samolotem i sam przejazd autostradą miał być zaszyfrowany) nie udało się skutecznie ochronić sędziego.

Eksplozja była tak silna, że zarejestrowały ją sejsmografy w Palermo.



niedziela, 27 maja 2012

Marek Hłasko o Jamesie Deanie

Przed kilku laty pojawił się nagle na ekranie amerykański aktor James Dean; pokolenie dwudziestolatków zobaczyło w nim „swojego" buntownika i swojego idola. Jeśli przestudiować jego życie, wprost trudno uwierzyć, by chciał się rzeczywiście i prawdziwie przeciw czemuś buntować. Uwielbiał rzeźbiarstwo, szybką jazdę samo-chodem i jazz. Nie widzę w tym żadnego buntu. Krytyk filmowy Edgar Morin napisał dużą rozprawę naukową dowodząc, że Dean byt buntownikiem. Nakręcony został z nim film pod tytułem „Buntownik bez powodu"; mimo najlepszych chęci, w filmie tym nie potrafię dopatrzyć się buntu. Dean zawsze robił na mnie wrażenie człowieka, który odczuwa wstyd wobec głupoty innych; wstyd wobec głupoty, jaką ujawniają towarzysze jego zabaw, może też wobec ograniczoności swoich własnych rozrywek - ale od buntu wydawał mi się on daleki. Byt reprezentantem wstydu, a nie buntu. Nicholas Ray, amerykański reżyser, powiedział mi, że Dean ponoć przez całe swoje życie nie tknął alkoholu - przy czym najgenialniejszy był, gdy grat pijanego. Nie ma wątpliwości, że byt aktorskim geniuszem. Nawet fizycznie nie robił wrażenia supermana, raczej niepozorny, o twarzy młodzieńczej, pozbawionej surowości. Pod względem typu był raczej pyknikiem aniżeli astenikiem. Gdyby żył dłużej, z pewnością byłby przedwcześnie wyłysiały i otyły. 
Studium jego biografii nie pozwala więc nazwać Deana buntownikiem, jak już wspomniałem powyżej. Szybka jazda samochodem? No cóż, w Szwajcari wnet by go z tego wyleczono przez pozbawienie prawa jazdy. Policjanci są tu bardziej na miejscu niż psychoanalitycy. Co dalej? Gdzie miejsce na bunt?

piątek, 25 maja 2012

Giuseppe Terragni. Archtektura i faszyzm - R. Salvadori

Kapitan artylerii, którego ARMIR (Armia włoska w Rosji) zwrócił rodzinie 20 stycznia 1943 roku, był człowiekiem o całkowicie zdruzgotanych nerwach. Powołano go pod broń w wieku trzydziestu pięciu lat już w pierwszych dniach po wybuchu wojny w Polsce. Najpierw koszary w Cremonie, następnie wysłany na Bałkany, wreszcie – front rosyjski. Cztery lata w służbie ojczyzny. Dla niego – który przestrzenie zwykł projektować – zostały zaprojektowane bezkresne przestrzenie cierpienia i grozy, coraz bardziej otwarte na niezmierzoną klęskę w wymiarze nie tylko militarnym.
Na nic zdał się pobyt nad morzem w Cesenatico, elektrowstrząsy w szpitalu neurologicznym w Pawii, troskliwa opieka krewnych i przyjaciół. 19 lipca, nagle, nadchodzi jego kres. Telefonuje do (wiecznej) narzeczonej Mariucci, że nie czuje się dobrze i się do niej wybiera. Widząc go z balkonu, zbiega mu naprzeciw po schodach, ale znajdzie go już bez ducha, porażonego trombozą, na podeście pierwszego piętra. Z kieszeni wojskowej kurtki wysypują się zasuszone kwiaty, zerwane nad Donem. Ta oto umiera w swoim Como enfant prodige włoskiej architektury. Miał trzydzieści dziewięć lat
Jeszcze przez jeden tydzień owego Roku XXI Ery Faszystowskiej – aż do 25 lipca 1943 – każdemu noworodkowi rasy aryjskiej będzie wydawana żółta legitymacja z wizerunkiem Duce, Zobowiązująca do obrony, wszelkimi siłami, a jeśli to konieczne nawet za cenę krwi, sprawy rewolucji faszystowskiej. To właśnie czynił aż do końca Giuseppe Terrgni, awangardowy architekt i płomienny faszysta. Właściwa mu była „wiara nie podlegająca dyskusji, żył nią i jej poświęcił życie”, jak czytamy w katalogu wystawy urządzonej w mediolańskim Pałacu Triennale („Giuseppe Terragni”, 11 maja-6 listopada 1996r.). Pisze dalej Giorgio Ciucci: „Ogrania nas wątpliwość czy ostateczne załamanie, depresja, w której się pogrąża, wynikła z uświadomienia sobie, czym naprawdę było to, w co gorąco wierzy – faszyzm; oznacza ona jednak wyczerpanie się twórczego napięcia pomiędzy ekspresją własnych emocji a zaangażowaniem na rzecz zbiorowości. Nie odrzucenie faszyzmu, lecz zerwanie z własnym istnieniem w obrębie faszyzmu”.
Potrzeba było pół stulecia, by dojść do takiej hipotezy, która, sięgając prosto do sedna prawdy, przywraca nam bardziej przekonujący obraz rzeczywistej połowy wieku. Traktować Terragniego jak naiwnego poetę, zwracając uwagę wyłącznie na czystość stworzonych przez niego form, albo uważać go za człowieka rozczarowanego (a nawet kryptoantyfaszystę), przytłoczonego klęską i skazaniu się na niezrozumienie. Albowiem jeśli jest ktoś, kto nigdy nie uchylił się przed odpowiedzialnością, ciążącą na zawodzie architekta, ani nie uciekał przed immanentnym skażeniem tej sztuki pogranicza, to właśnie on; wręcz przeciwnie, zawsze uznawał „moralność” swojego zawodu, pozostając, owszem nieugięty co do innowacyjnej natury swoich projektów architektonicznych, ale dostosowując je do społeczeństwa, zleceniodawców, wartości swojej epoki: faszystowskich Włoch.
Giuseppe Terragni
Terragni należał do tych, którzy odczuwali konieczność utożsamiania się z jakimś ruchem, w architekturze tak jak i w polityce, a jeśli zajmowali się problemem formy, to po to, by „nadać jej charakter, świadczący tyleż o niej samej, co o faszyzmie”. W ostatecznym rozrachunku prawdą jest, jak konkluduje Ciucci, że „poprzez jego architekturę nie zrozumiemy faszyzmu, lecz tylko jego bycie faszystą” (a wiemy już dzięki Bruno Zeviemu – „Terragni”, 1980 – że chodziło o „faszyzm czysty, prawowierny, antyprowincjonalny, antyklientyelistyczny, słowem, faszyzm mityczny”). A jednak przychodzi na myśl pytanie, w jaki sposób realny faszyzm rozpoznawał się w dziele Terragniego. Że faszyzm w architekturze nie był tylko racjonalistyczny, to nie ulega wątpliwości, ale że był – umiał i chciał być – także racjonalistyczny, jest równie oczywiste. Rzecz jasna reżimowi jak najbardziej zależało, by uwierzytelnić, właśnie jako nowoczesny i rewolucyjny, swój „wirtualny” wizerunek, zaproponowany przez racjonalistów. Ale jak wobec tego wytłumaczyć radykalnie odmienne nastawienie nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji wobec Bauhausu i konstruktywizmu?

Vanishing Point (Znikający punkt)

Najbardziej "amerykański" film jaki widziałem. Samotny bohater przemierza Stany Zjednoczone w Dodge'u Challengerze z potwornie mocnym silnikiem. Najlepszym podkładem dźwiękowym w filmie jest ryk motoru.

The Last American Hero. Tak nazywa go niewidomy spiker radiowy, który pomaga w ucieczce Kowalskiemu.
W roli głównej Barry Newman.



Można pomyśleć po obejrzeniu Trailera, że film jest kiczowaty, ale zaręczam, że tak nie jest.

Dodam jeszcze świetną piosenkę z filmu:

środa, 23 maja 2012

niedziela, 20 maja 2012

The Who - The Song Is Over

Ta muzyka żyje - dzieje się tu i teraz!

sobota, 19 maja 2012

O debiucie Facebooka na giełdzie - Charlie Munger

- Ja nie inwestuję w to, czego nie rozumiem. I nie chcę zrozumieć Facebooka - powiedział z kolei Charlie Munger.

- Nie chcę, żeby ludzie publikowali w wieku 15 lat wszystko o sobie. Pozostanie to w internecie na zawsze. Myślę, że to bezproduktywne. Nie podoba mi się to - dodał Munger.