Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giuseppe Terragni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Giuseppe Terragni. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 maja 2012

Giuseppe Terragni. Archtektura i faszyzm - R. Salvadori

Kapitan artylerii, którego ARMIR (Armia włoska w Rosji) zwrócił rodzinie 20 stycznia 1943 roku, był człowiekiem o całkowicie zdruzgotanych nerwach. Powołano go pod broń w wieku trzydziestu pięciu lat już w pierwszych dniach po wybuchu wojny w Polsce. Najpierw koszary w Cremonie, następnie wysłany na Bałkany, wreszcie – front rosyjski. Cztery lata w służbie ojczyzny. Dla niego – który przestrzenie zwykł projektować – zostały zaprojektowane bezkresne przestrzenie cierpienia i grozy, coraz bardziej otwarte na niezmierzoną klęskę w wymiarze nie tylko militarnym.
Na nic zdał się pobyt nad morzem w Cesenatico, elektrowstrząsy w szpitalu neurologicznym w Pawii, troskliwa opieka krewnych i przyjaciół. 19 lipca, nagle, nadchodzi jego kres. Telefonuje do (wiecznej) narzeczonej Mariucci, że nie czuje się dobrze i się do niej wybiera. Widząc go z balkonu, zbiega mu naprzeciw po schodach, ale znajdzie go już bez ducha, porażonego trombozą, na podeście pierwszego piętra. Z kieszeni wojskowej kurtki wysypują się zasuszone kwiaty, zerwane nad Donem. Ta oto umiera w swoim Como enfant prodige włoskiej architektury. Miał trzydzieści dziewięć lat
Jeszcze przez jeden tydzień owego Roku XXI Ery Faszystowskiej – aż do 25 lipca 1943 – każdemu noworodkowi rasy aryjskiej będzie wydawana żółta legitymacja z wizerunkiem Duce, Zobowiązująca do obrony, wszelkimi siłami, a jeśli to konieczne nawet za cenę krwi, sprawy rewolucji faszystowskiej. To właśnie czynił aż do końca Giuseppe Terrgni, awangardowy architekt i płomienny faszysta. Właściwa mu była „wiara nie podlegająca dyskusji, żył nią i jej poświęcił życie”, jak czytamy w katalogu wystawy urządzonej w mediolańskim Pałacu Triennale („Giuseppe Terragni”, 11 maja-6 listopada 1996r.). Pisze dalej Giorgio Ciucci: „Ogrania nas wątpliwość czy ostateczne załamanie, depresja, w której się pogrąża, wynikła z uświadomienia sobie, czym naprawdę było to, w co gorąco wierzy – faszyzm; oznacza ona jednak wyczerpanie się twórczego napięcia pomiędzy ekspresją własnych emocji a zaangażowaniem na rzecz zbiorowości. Nie odrzucenie faszyzmu, lecz zerwanie z własnym istnieniem w obrębie faszyzmu”.
Potrzeba było pół stulecia, by dojść do takiej hipotezy, która, sięgając prosto do sedna prawdy, przywraca nam bardziej przekonujący obraz rzeczywistej połowy wieku. Traktować Terragniego jak naiwnego poetę, zwracając uwagę wyłącznie na czystość stworzonych przez niego form, albo uważać go za człowieka rozczarowanego (a nawet kryptoantyfaszystę), przytłoczonego klęską i skazaniu się na niezrozumienie. Albowiem jeśli jest ktoś, kto nigdy nie uchylił się przed odpowiedzialnością, ciążącą na zawodzie architekta, ani nie uciekał przed immanentnym skażeniem tej sztuki pogranicza, to właśnie on; wręcz przeciwnie, zawsze uznawał „moralność” swojego zawodu, pozostając, owszem nieugięty co do innowacyjnej natury swoich projektów architektonicznych, ale dostosowując je do społeczeństwa, zleceniodawców, wartości swojej epoki: faszystowskich Włoch.
Giuseppe Terragni
Terragni należał do tych, którzy odczuwali konieczność utożsamiania się z jakimś ruchem, w architekturze tak jak i w polityce, a jeśli zajmowali się problemem formy, to po to, by „nadać jej charakter, świadczący tyleż o niej samej, co o faszyzmie”. W ostatecznym rozrachunku prawdą jest, jak konkluduje Ciucci, że „poprzez jego architekturę nie zrozumiemy faszyzmu, lecz tylko jego bycie faszystą” (a wiemy już dzięki Bruno Zeviemu – „Terragni”, 1980 – że chodziło o „faszyzm czysty, prawowierny, antyprowincjonalny, antyklientyelistyczny, słowem, faszyzm mityczny”). A jednak przychodzi na myśl pytanie, w jaki sposób realny faszyzm rozpoznawał się w dziele Terragniego. Że faszyzm w architekturze nie był tylko racjonalistyczny, to nie ulega wątpliwości, ale że był – umiał i chciał być – także racjonalistyczny, jest równie oczywiste. Rzecz jasna reżimowi jak najbardziej zależało, by uwierzytelnić, właśnie jako nowoczesny i rewolucyjny, swój „wirtualny” wizerunek, zaproponowany przez racjonalistów. Ale jak wobec tego wytłumaczyć radykalnie odmienne nastawienie nazistowskich Niemiec i sowieckiej Rosji wobec Bauhausu i konstruktywizmu?