Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Film. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 8 czerwca 2014
czwartek, 5 czerwca 2014
piątek, 4 stycznia 2013
Bejbi blues
Do kin wchodzi właśnie nowy film Katarzyny Rosłaniec, reżyserki "Galerianek". Opowiada on historię dwójki młodych ludzi, którzy, niejako dla zabawy, "robią" sobie dziecko. Podobnie jak w swoim wcześniejszym filmie Rosłaniec porusza problem wejścia w dorosłość młodych ludzi i, wedle głosów krytyki, udaje się jej przedstawić te kwestie bardzo celnie.
Do zobaczenia w kinach!
poniedziałek, 19 listopada 2012
Bielecki na temat "Pokłosia"
Czesław Bielecki, architekt i publicysta o żydowskich korzeniach, na temat filmu "Pokłosie":
Ja się czuję tym filmem urażony. Uważam, że ci wszyscy prości ludzie, którzy dla mojej rodziny, od znajomego księdza, zdobywali śwadectwo chrztu po jakichś nieżyjących Polakach, katolikach, nagle są wstawienie w struację zbiorowej odpowiedzialności. A ja bronię tezy, w której poleminozwałem z książką "Strach" Jana Grossa, że nie może być zbiorowej odpowiedzialności i nieodpowiedzalności, a musi być odpowiedzalność Polaków i Żydów za ich zbiorowości.
To nie jest filmu Munka "Człowiek na torze", to nie jest ta forma rozrachunków, w których rozumiemy drugiego człowieka. To jest dwóch głównych bohaterów, braci skonfrontowanych z jakąś ciemną tłuszczą, a to jest za proste. Tak bywa przez momenty w historii i dlatego z tym filmem się nie zgadzam. Stosunki polsko-żydowskie w III Rzeczpospolitej cechują zrozumienie, ciekawość i pozytywne myślenie. Uważam, że różnej maści lewacy traktują to jako bardzo dobry, chodliwy towar propagandowy. Wolę dialog, który jest bardziej pogłębiony, wtedy jest uczciwszy i wobec Polaków, i wobec Żydów. A ani Polacy, ani żydzi niewiniątkami nie są (...). Na podstawie doświadczeń mojej rodziny.z okupacji i swoich własnych z konspiracji z lat 80. obraz tych ciemnych i złych wieśniaków wrogich Żydom jest bardzo wyselekcjonowanym fragmentem rzeczywistości. Jest tak pozbawiony półcieni i tak okrutny, że zapomina się o ponurych porachunkach polsko-żydowskich a lat 40. i 50., o Żydach i żydowskich komunistach, którzy z radością witali wchodzącą Armię Czerwoną, którzy donosili na Polaków, których potem wywożono na Wschód, i nie były to dziesiątki, a setki ludzi.
poniedziałek, 5 listopada 2012
Zapowiedź ponownej premiery "Pana Tadeusza" z 1928r.
Była to największa polska produkcja w okresie międzywojennym. Budżet filmu wynosił 500 tys. złotych, a samochód, w tamtych czasach, kosztował 2,5 tys. Film został odnowiony cyfrowo i trafi już niedługo na duży ekran.
czwartek, 25 października 2012
"Garderobiany" Petera Yatesa
| Albert Finney i Tom Courtenay |
W tej notce chciałem przybliżyć jeden z najlepszych filmów jakie widziałem, a który jest jednocześnie w naszym kraju mało znany i niedoceniany. Mam na myśli "Garderobianego" w reżyserii Petera Yates.
Film jest adaptacją sztuki teatralnej Ronalda Harwooda, wystawionej na Broadway'u. Opowiada historię starzejącego się aktora i jego osobistego asystenta walczącego o utrzymanie go przy życiu, zarówno tym fizycznym, jak i aktorskim. W rolę główne wcielili się Albert Finney i Tom Courtenay - obaj nominowani do Oskara w roku 1984.
Ronald Harwood oparł scenariusz na swoich doświadczeniach jako garderobiany u wybitnego szekspirowskiego aktora Sir Donalda Wolfita, którego sylwetka została w filmie sportretowana jako Sir.
Film urzeka przede wszystkim popisem aktorskim dwóch wymienionych powyżej - Finney'a i Couterney'a. Są oni jakby mieszanką dwóch nurtów aktorskich - z jednej strony posiadają znakomity warsztat i każda scena z nimi wydaje się zagrana doskonale pod względem technicznym, a z drugiej strony są osobowościami na tyle wyrazistymi, że można doszukać się w nich genu, który charakteryzował aktorów z tzw. szkoły Kazana jak Brando, czy przenosząc to na polskie realia, Zbyszek Cybulski, czyli grają swoją osobą, są na ekranie obecni i to wystarczy, postać w jakiejś części dostosowuje się do nich, nie oni do postaci.
To jedna z bardziej wyrazistych scen w filmie. Pociąg, który nie miał prawa się zatrzymać...
Link
poniedziałek, 22 października 2012
Trzy siostry T.
"Trzy siostry T." jest opartą na faktach czarną komedią z elementami thrillera psychologicznego. Opowiada historię Roberta, 35-letniego mężczyzny, który od urodzenia spędza czas w domu z nadopiekuńczą matką i jej siostrami, traktującymi Roberta jak dziecko. Rodzina bardzo dba o reputację, ale za woalką normalności kryje się zło. Szybko okazuje się, że mieszkanie jest siedliskiem trzech wynaturzonych kobiet, morderczyń i dewiantek, które znęcają się fizycznie i psychicznie nad Robertem. Kiedy ich dom odwiedza fryzjerka Marianna, jej niewinność inspiruje mężczyznę do uwolnienia się z koszmaru, w którym żyje.
Film trafi do kin 26 października 2012 roku.
Gust filmowy Jerzego Stuhra
Jeden z odcinków z serii "Mój gust filmowy". Jerzy Stuhr opowiada o filmach, które na niego wpłynęły i które podziwia.
środa, 17 października 2012
Stary człowiek i morze
Piękna Oscarowa animacja stworzona rzadką techniką - film składa się z 29000 obrazów namalowanych pastelami na szkle. Powstawał 2 lata.
niedziela, 22 lipca 2012
niedziela, 27 maja 2012
Marek Hłasko o Jamesie Deanie
Przed kilku laty pojawił się nagle na ekranie amerykański aktor James Dean; pokolenie dwudziestolatków zobaczyło w nim „swojego" buntownika i swojego idola. Jeśli przestudiować jego życie, wprost trudno uwierzyć, by chciał się rzeczywiście i prawdziwie przeciw czemuś buntować. Uwielbiał rzeźbiarstwo, szybką jazdę samo-chodem i jazz. Nie widzę w tym żadnego buntu. Krytyk filmowy Edgar Morin napisał dużą rozprawę naukową dowodząc, że Dean byt buntownikiem. Nakręcony został z nim film pod tytułem „Buntownik bez powodu"; mimo najlepszych chęci, w filmie tym nie potrafię dopatrzyć się buntu. Dean zawsze robił na mnie wrażenie człowieka, który odczuwa wstyd wobec głupoty innych; wstyd wobec głupoty, jaką ujawniają towarzysze jego zabaw, może też wobec ograniczoności swoich własnych rozrywek - ale od buntu wydawał mi się on daleki. Byt reprezentantem wstydu, a nie buntu. Nicholas Ray, amerykański reżyser, powiedział mi, że Dean ponoć przez całe swoje życie nie tknął alkoholu - przy czym najgenialniejszy był, gdy grat pijanego. Nie ma wątpliwości, że byt aktorskim geniuszem. Nawet fizycznie nie robił wrażenia supermana, raczej niepozorny, o twarzy młodzieńczej, pozbawionej surowości. Pod względem typu był raczej pyknikiem aniżeli astenikiem. Gdyby żył dłużej, z pewnością byłby przedwcześnie wyłysiały i otyły.
Studium jego biografii nie pozwala więc nazwać Deana buntownikiem, jak już wspomniałem powyżej. Szybka jazda samochodem? No cóż, w Szwajcari wnet by go z tego wyleczono przez pozbawienie prawa jazdy. Policjanci są tu bardziej na miejscu niż psychoanalitycy. Co dalej? Gdzie miejsce na bunt?
piątek, 25 maja 2012
Vanishing Point (Znikający punkt)
Najbardziej "amerykański" film jaki widziałem. Samotny bohater przemierza Stany Zjednoczone w Dodge'u Challengerze z potwornie mocnym silnikiem. Najlepszym podkładem dźwiękowym w filmie jest ryk motoru.
The Last American Hero. Tak nazywa go niewidomy spiker radiowy, który pomaga w ucieczce Kowalskiemu.
W roli głównej Barry Newman.
Można pomyśleć po obejrzeniu Trailera, że film jest kiczowaty, ale zaręczam, że tak nie jest.
Dodam jeszcze świetną piosenkę z filmu:
The Last American Hero. Tak nazywa go niewidomy spiker radiowy, który pomaga w ucieczce Kowalskiemu.
W roli głównej Barry Newman.
Można pomyśleć po obejrzeniu Trailera, że film jest kiczowaty, ale zaręczam, że tak nie jest.
Dodam jeszcze świetną piosenkę z filmu:
piątek, 18 maja 2012
Do widzenia, do jutra - Janusz Morgenstern
Co byś zrobił gdybym zaginęła?
A szukałbym ciebie. Zaglądałbym w oczy wszystkim dziewczynom. Jedne miałyby twoje oczy, drugie usta, a trzecia włosy. Jedne byłyby bardzo poważne, inne znów w doskonałym humorze. Inne grałyby w tenisa lub ciągle spieszyły sie na kolacje, ale żadna nie bylaby tobą.
Dialog pomiędzy Teresą Tuszyńską a Zbyszkiem Cybulskim.
Popiół i diament - reż. A. Wajda
Niezapomniana scena z filmu Andrzeja Wajdy "Popiół i diament". Scenę podobno wymyślił i wyreżyserował współtwórca tego filmu, Janusz Morgenstern. W rolach głównych Zbigniew Cybulski i Adam Pawlikowski.
czwartek, 17 maja 2012
środa, 16 maja 2012
Wywiad z Kim Ki-dukiem
Federico
Fellini powtarzał, że jeśli artysta nie ma nic do powiedzenia, zawsze może
opowiedzieć o tym, dlaczego nie ma nic do powiedzenia. Czy podobne odczucia
towarzyszyły pani podczas pracy nad tak osobistym filmem jak "Arirang”?
Na pewno nie
zdecydowałem się na nakręcenie filmu o kryzysie twórczym tylko dlatego, że nie
miałem już o czym opowiadać. W pewnym momencie poczułem po prostu, że jako
człowiek dobrnąłem do jakiejś niemożliwej do przekroczenia granicy. Zacząłem
zadawać sobie pytania o sens tego, co robię, zastanawiałem się, czym naprawdę
jest dla mnie kino. Te rozmyślania zajęły mi trzy lata. "Arirang"
opowiada o wnioskach, do których mnie doprowadziły.
Pański film
stanowi dla nas przede wszystkim przejmujące studium samotności. Tkwi w tym
jednak pewien paradoks: dzięki "Arirang" znowu znajduje się pan w
centrum uwagi, styka ze światową publicznością.
Podczas
pracy nad "Arirang" byłem zupełnie rozbity, odczuwałem straszliwe
rozczarowanie wobec ludzi. Początkowo nie planowałem w ogóle pokazywać tego filmu
publiczności. Słyszę nieraz, że decyzja, by jednak obnażyć swoje emocje przed
widzami, była aktem wielkiej odwagi. To nie do końca prawda. Przyznam, że wciąż
nie potrafię oglądać "Arirang" razem z publicznością, bo po prostu
się wstydzę. Mimo wszystko nie żałuję jednak decyzji o skierowaniu filmu do
dystrybucji. Dzięki temu mam teraz okazję podróżować po festiwalach i poznawać
nowe miejsca, takie jak Wrocław. To bardzo wzbogacające doświadczenie.
Charakterystyczną
cechą tego filmu pozostaje minimalizm formalny. Czy doświadczenie skrajnej
prostoty realizacyjnej wiązało się z poczuciem twórczej wolności, czy bolesnego
ograniczenia?
Prawdą jest,
że właściwie nie miałem żadnego budżetu ani ekipy i dysponowałem tylko jedną
kamerą. Dzięki temu jednak nic nie rozpraszało mojej uwagi. Mogłem skupić się
wyłącznie na pracy. Traktuję kino bardzo poważnie, bo uważam, że dzięki niemu
mogę tłumaczyć się ze swoich fascynacji i obsesji. Kwestie finansowe nie mogą
stanowić dla mnie w tej sprawie żadnej bariery.
W pańskim
filmie pojawia się kilka różnych wcieleń Kim Ki-duka. Występuje pan na ekranie,
projektuje na ścianie własny cień, a także spogląda na nas z dawnych
fotografii. Który z tych wizerunków wydaje się panu najbardziej prawdziwy?
Gdy w
trakcie kręcenia powracałem myślami do samego siebie sprzed lat, wydawało mi
się chwilami, jakby pewne sytuacje z mojego życia nigdy się nie wydarzyły.
Doszedłem wtedy do wniosku, że prawdziwy ja to zawsze ten, który
funkcjonuje w teraźniejszości - teraz na przykład rozmawia z panami, Moje
przeszłe zachowania przypominają mi tylko zagadkowe sny.
Tak
należałoby chyba określić tematykę filmu, który próbuje określić granicę między
dokumentem a fikcją, rzeczywistością a jej zręczną kreacją.
Cieszę się, że
ekranie widać tę niejednoznaczność. Już od debiutanckiego "Krokodyla"
staram się bacznie obserwować życie i oddawać w filmach całe jego
skomplikowanie. "Arirang" został przeze mnie pomyślany jako próba
odpowiedzi na pytanie: co to jest prawda? Ale tego rodzaju refleksja
wywoływała coraz większe zakłopotanie. Myślę, że w pierwszych scenach byłem po
prostu sobą, ale potem obecność kamery zrobiła swoje i zacząłem grać. W jednej
ze scen płaczę przed kamerą. A może tylko udaję? Sam już nie wiem. Jestem
pewien tylko jednego. Nieważne, czy mój film zostanie sklasyfikowany jako dokument,
fabuła czy science fiction. Liczy się to, że w takiej czy innej formie wyraża
odczuwane przeze mnie autentyczne emocje.
Kluczem do
zrozumienia tajemnicy pańskiego filmu wydaje się nam tytułowe odwołanie do
słynnej koreańskie pieśni: śpiewane przez pana "Arirang" bywa na
przemian rozpaczliwe, pełne gniewu i pasji.
Zawsze uważałem śpiew za doskonałą
formę terapii. Dziś ta pieśń kojarzy mi się z poczuciem samorealizacji, a
jeszcze bardziej z pewnego rodzaju iluminacją, oświeceniem. Gdy jej słucham, mam
przeczucie, że trzeba przyjmować ludzi takimi jacy są. Mam nadzieję, że widać
to także w moim filmie, który opowiada przede wszystkim o potrzebie akceptacji
drugiego człowieka.
Miesięcznik "Kino", kwiecień 2012, Rozwamiali: Piotr Czerkawski, Bartosz Czartoryski
Miesięcznik "Kino", kwiecień 2012, Rozwamiali: Piotr Czerkawski, Bartosz Czartoryski
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Wojciech Jerzy Has - Pętla (scena w kawiarni)
Cały tekst wiersza recytowanego przez Holoubka:
Petrarca Francesco
101. Wiem dobrze, ile okrutnego żniwa
Wiem dobrze, ile okrutnego żniwa
Zbiera śmierć, która nigdy nie przebacza,
Jak prędko na nas zapomnienie spływa,
Jak krótko miłość za nami rozpacza!
Nagrodę marną po długich cierpieniach
Widzę. Ostatni dzień w sercu mym świta.
Miłość mnie jednak nie zwalnia z więzienia
I od mych oczu żąda łez, nie syta.
Ileż za sobą mam gorzkich dni klęski!
Już się nie łudzę, wiek mi nadto ciąży.
Skąd mam sił tyle, chyba czarnoksięskich?
Mądrość walczyła u mnie z namiętnością
Dwa razy po lat siedem - co zwycięży?
Mądrość, bo duszę zbawia się mądrością.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







